-Dobrze... - Marcel odparł cicho
Oboje zajęliśmy się lekcją, która i tak nie była ciekawa ale cóż...
*35 minut później*
Usłyszeliśmy dzwonek na lekcję i czym prędzej wybiegliśmy z klasy. Kiedy spokojnie usiedliśmy, zacząłem się rozpakowywać, a Jay podrywał jakieś dziewczyny. Ja miałem Marcel'a. Ponownie zaczęliśmy rozmowę.
-To... Powiesz mi o co chodzi z Twoim bratem? - zaczął cicho Marcel
- Aa... Okej. No cóż... Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym jakieś 4 lata temu... I do teraz zajmuje się mną starszy 25 letni brat. A on jest dość łagodny.
- Nawet nie wiesz jak mi przykro... Może nie potrzebnie się spytałem... - powiedział Marcel smutnym głosem i spojrzał na mnie
- Nie, no coś Ty Marcel - powiedziałem i przytuliłem go
Nie wiem, co to było. Jakiś odruch. Marcel odwzajemnił mojego przytulasa. Na szczęście nikt nie zauważył. Wtedy usłyszeliśmy dzwonek na lekcje.
[*]
Razem z Marcel'em skończyliśmy lekcję. Zaproponowałem aby iść do mnie. Zgodził się. Szliśmy powoli.
-Chciałbym coś z Tobą zrobić, ale nie mogę - odezwał się Marcel
-Co? Dlaczego?
-Bo potrzebuję Twojej zgody
-Ale...
-Innym razem - zakończył
Zrobiło mi się trochę niezręcznie. Zastanawiałem się, o co chodziło Marcel'owi, ale zaraz doszliśmy do mojego domu.
-Wow, ale duży - zdziwił się Marcel
-Bez przesady - bąknąłem
Tak naprawdę, dom był wielki. Moi rodzice, za życia byli bardzo bogaci
Zaczęłem szukać klucza po kieszeniach. Gdy go odnalazłem, otworzyłem drzwi i zaprosiłem Marcel'a do środka.
-Mojego brata nie ma w domu - powiedziałem
-A, okej. Ale ładnie tu. Masz nawet windę?! - powiedział podekscytowany loczek
-Tak, mam. Chodź pojedziemy do mojego pokoju.
Gdy wchodziliśmy, poczułem że Marcel się na mnie patrzy... A konkretnie... Na mój tyłek. Nie powiem, że podobało mi się to, ale czułem się skrępowany.
Tylko drzwi od windy się zamknęły, ja nacisnąłem piętro (piętro 6- ostatnie), a Marcel rzucił :
-Pieprzyć Twoje zdanie, zrobię to co chciałem od poznania Ciebie - i rzucił się na mnie z gorącymi pocałunkami. Odwzajemniłem je. Moje ręce zjechały z Jego pleców na Jego pośladki, ścisnąłem je, a usłyszałem stłumiony pocałunkami jęk Marcel'a. Wziąłem Go na ręce, a on oplótł nogami moje biodra. Kiedy drzwi windy się otworzyły, wyszedłem z nim kierując się do mojej sypialni. Już miałem rzucać go na łóżko, lecz zaprotestowałem
-Marcel, nie mogę... Ja nie chcę tego tak szybko...
-Ale Boo, nic się nie stało... - Pocałował mnie w nos - Ale... Zostaniesz moim chłopakiem?
-TAK! Tak Marcel, TAK! - Krzyknąłem i obdarzyłem go gorącym i namiętnym pocałunkiem
Przepraszam, że taki krótki... Ale przyznam Wam... JEST MI OKROPNIE SMUTNO ;___; . Moja mama zachorowała.. Szczegółów nie będę Wam zdradzać.. Kocham Was! <3
Świetny rozdział czekam na następny. Oj współczuje :( Pozdrów mamę ;* Mam nadzieje, że szybko wróci do zdrowia.
OdpowiedzUsuńsłodki i fantastyczny rozdział, czekam na nexta
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział. Taki słodki i piękny... <3 I wcale nie jest za krótki - kończy się w idealnym momencie aby wzbudzić ciekawość w czytelniku i wręcz zmusić go do przeczytania nexta :) Czekam z niecierpliwością na następny rodział :*
OdpowiedzUsuńJeśli chcesz wiedzieć moja mama też jest chora, więc wiem jak to jest :(
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, nie mogę się doczekać nexta :D